2005/07/31
Podzielil nas most kilometroow.
I przyjacioolka Burza,
z ktoora po klatkach schodowych znoow sie macales.
(Ona wciaz huczy i blyszczy,
i plynie ulica.)
I znowu jest jasno.
I znowu zyjemy.
I znowu zgasly ulice.
Potrzebuje dobrego wina, a Ty, Ty musisz byc milszy.
Juz 5 razy powiedzialam Ci: zegnaj.
I te Twoje zdjecia z Sopotu.
Mosty sa piekne.
2005/07/30
To jeszcze nie dzisiaj, Czarodziejko z Ksiezyca. Kiedy indziej zawolamy
Koniec Swiata. Jeszcze nie teraz, jeszcze nie zdazylismy wypic ostatniej
butelki Martini...
Poznalyscie sie pierwszego dnia po stworzeniu raju, chociaz nie bylo
dane wam sie wtedy spotkac. I nigdy wcale nie chcialas, zeby kleczala
z rekami podniesionymi do goory przez pool godziny. Chociaz tak sie
stalo. Dzisiaj widzialas ja siedzaca na kamiennych schodkach
z narzeczonym pod pacha. I rowerem. I mialas cos poczuc.
Ale znowu sie nie udalo...
Juz nie pamietam twojej twarzy. Jestem prawie pewna, ze bede mogla cie
rozpoznac, gdy spotkamy sie gdzies przypadkiem. Tylko nie sadze,
zebysmy mogli jeszcze o czymkolwiek ze soba rozmawiac.
Bo ktoores z nas mogloby chciec wypelnic pustke. Albo sobie przypomniec.
A po co pamietac zoolty dom?
Za daleko zeby wyciagnac rece. Nawet palce pianisty nie wystarcza.
Czarno-biala klawiatura nie pomoze. Zrobilam dla Ciebie papierowy
statek pod piracka bandera, ale ocean go nie przyjal. Widzialam przez
ramie Twoja wygieta twarz i slawne oczy, ktoore zgasly. Jakis zdracja
musial wyjac baterie z latarki.
Najlepsze sa przemakajace wspomnienia. (Ataki mroowek. Szlaufy. Irysy
mentolowe to straszne goowno. Zoolty napooj. Wsciekle psy przed polem.
Twoje pokoje. Te dobre i te zle. Zepsuty piec w kotlowni. Lokomotywy.
Monciak. Ruchome obrazy w auli z krzyzem. Moje paranoje. Herbaty
z placebo.) Mamy sztormiak, nie zmokniemy.
Czarne niebo nad Paryzem. Zobaczylam je dla siebie. Niebieska zima
w szarej kurtce. Bo nie moglam sie doczekac kiedy w koncu zejdziesz
z nieba zeby spelnic obietnice. Wiem, ze przyjaciool nie chowa sie
na cmentarzach. Ale Ty nie byles przyjacielem.
Byla jedna taka jesien i dwie kolejne zimy. A potem jeszcze pewna
wiosna i koniec lata. A potem zapragnela swiatla. I odeszla. Zeby przezyc
najgorsza wiosne swojego zycia. I zeby powachac stokrotek. Pomalowala
paznokcie na czerwono i juz wiedziales.
Oto zaginione szuflady...
2005/07/29
2005/07/28

Bialo-niebieski sufit. Dotykasz i odlatujesz.
Ramiona ze stali, czarodziejski pyl w kieszeni kurtki.
Ona stoi w zieleni i w kapeluszu. Widziala go 5 minut temu i bez okularoow przeciwslonecznych juz go nigdy nie zobaczy.
Ale wojna sie skonczyla.
Jak to dobrze wiedziec, ze niebo zawsze zwycieza.
Wszystkie dzwoneczki dzis dla Lotnikoow.
2005/07/26
Podobno mam zielone oczy. Podobno zadzieram nosa. Podobno sie glodze. Podobno nie da sie mnie pokochac. Podobno sie puszczam. Podobno mam brzydki szalik. Podobno nie jestem naturalna blondynka. Podobno mam krzywe nogi. Podobno jestem oziebla. Podobno mialam robiony nos. Podobno lykam pastylki. Podobno jestem pusta. Podobno zalezy mi tylko na butach. Podobno nie gole pach. Podobno jestem szamanka. Podobno kopnelam psa. Podobno pudruje nos. Podobno lubie szybkie wozy. Podobno pale bez filtra. Podobno umieram na raka. Podobno zabilam chomika. Podobno mam szare oczy.
Podobno wszystko moze byc prawda.
2005/07/24
"(...)Bit my pretty red heart in two.
I was ten when they buried you.
At twenty I tried to die
And get back, back, back to you.
I thought even the bones would do.
But they pulled me out of the sack,
And they stuck me together with glue.
And then I knew what to do.
(...)
Daddy, daddy, you bastard, I'm through."
Sylvia Plath October 12, 1962
2005/07/23
Zawsze chcialam miec profesjonalnego zegarmistrza swiatla. Takiego, co
wyleczy wszystkie mechanizmy, ale nigdy nie wymieni Ci oleju...
Niedawno spotkalam jednego takiego. Ale on caly czas pod skoora ma zegar
atomowy, a to denerwujace patrzyc jak nigdy nie zmierza sie z jego
ruchem. I w tej swojej ciasnej pakamerze (w tej wiezy socjalizmu, obok
malutkiej ksiegarenki) na honorowym miejscu stawia piekny Atlas Swiata
(taki z Tysiacem Map i szlakami tluszczu na kartach). Dal go sobie oblozyc
w taki smieszny kolorowy papier, zeby nigdy sie nie zniszczyl. Ale
nigdy tez nie dal sie zabrac za zadna granice... Kiedys chcialam upiec mu
kruche ciasteczka, ale moja dusza nie mogla zmiescic sie do jego
kuchni... Mysle, ze strop jest stanowczo za niski...
PeKiN.
Freak of Nature. Pikny sepleniacy pan spiewak. Pan basista albo Jancio Wodnik. Bardzo zdolny Loop-man (obsluguje sobie bebenki i szlugi jednoczesnie). Psychodeliczny czad masakra. Bujamy siem.
Von Zeit. Cali biali jako tlo dla obrazkoow. I dzwieki. I bum-bum. I pom-pom. Slowa-slowa. Mniami.
Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach. Regularny ryk: warszawarszawarszwarszawarszawa...
Glos z ukrycia. Panie Piotrze, witam.
2005/07/22
Warszawa Centrum. Metro. Sluzew. Pizza.
Winda. Kot. Madagaskar. Afro-man. Mandarynki.
Sfinks (bez scian). Deszcz.
'Niedzwiedzie w Warszawie poszly spac
Zamykam ostatnie okno
I nic nam nie moze sie stac'
2005/07/20

Jeziorowanie. Ponad tuzin "gloow na sciane".
Won lasu, woda w nosie, piach w torebce, lezaki na jezdni, lody wanilione, slonce na plecach, zatkane uszy, zielone motyle, zoolte paznokcie, szare koniki, pomaranczowe ludziki, niebo w jeziorze, kofeinka, zaloga G. Git.
Zadnych terrorystoow, prosze...
2005/07/08
Rozmawiamy o przeszlosci.
On moowi, ze bylo - minelo.
Ja moowie, ze nie boje sie w tramwaju jechac tylem.
Rozmawiamy o terazniejszosci.
On sie zastanawia, jak bardzo mozna sie zmienic.
Ja moowie, ze moge schudnac 10 kilo, ale zazdrosci z siebie nie wypale.
Rozmawiamy o przyszlosci.
On opowiada o tym, ile mostoow jeszcze nalezy wybudowac.
Ja mam katastroficzne sny. Ale centrala nas ocali...
Rozmawiamy o nas.
On moowi, ze widzi moje usta. Ze widzi jak nimi poruszam. Ale nie ma pojecia, o czym w tej chwili mysle...
Ja... To bylo takie wrazenie, ze zostalo nawiazane jakies porozumienie. Ze doszlo do jakiejs wymiany mysli... Ale widocznie po prostu za duzo pije...
2005/07/07
Gdzie sa Anioly, gdy ich potrzeba?????????????????
(Londyn. Metro. Autobus. "Zlotowlosej tam nie bylo", gdy to uslyszalam znow zaczelam oddychac.)
2005/07/05
Spakowac torebke na Koniec Swiata:
- pastele + blok
- okulary sloneczne
- stado kukulek
- blyszczyk albo tusz do rzes (bo jeszcze nie zdecydowalam, co lubie bardziej)
- Sputnik
+ plyty, ktoorych jeszcze nie znam
(te, ktoore znam, beda zawsze ze mna, o ile nie zapomne zabrac ze soba glowy...)
Dzien kontemplacji. Kontemplacja pasteli, kaset, plyt, morze zawsze kocham. Kontemplowanie starych notatek, trawy, chmur, wszystkich 15 par spodni, znowu plyty, poczatkujacego Batmana (Nolan to nie Burton), zapastelowane dlonie, kawa, kawa, kawa, kanal z pogoda, chyba oddam polowe kaset, wazne decyzje, bloc party, chmur jest strasznie duzo, segregacja rasowa mptroojek, mam za duzo bootlegoow, kwiatki rzadza, 2 kolacje, pastele, konwersacje, konwersacje, konwersacje. Koniec dnia.
2005/07/03
Dzis pokonalo nas drzewo. Drastyczna przewaga galezi i czeresni. I pokonala nas Ziemia. Cholerna grawitacja nadal dziala. Gleba brazowa, a obrzek juz sie pojawil. Kustykanie, kustykanie, kustykanie. Lzy, czerwony odcisk dloni na przedramieniu, pot na skoorze wciaz pachnie trawa. A "chaber" wciaz brzmi jak promieniotwoorczy pierwiastek. Wracamy z pool.
Nie trzeba wielu sloow. Tylko jedna cyfra i cztery litery. 28 milionoow ludzi. Tyle moga dokonac zwykle drgania powietrza.
Madonna i najdluzszy (m)joozek swiata. Pink Floyd Reaktywacja. Bjork jak ksiezniczka Lea w futurystycznym kimono. Annie Lennox z fortepianem. Piotrus Gabriel tanczacy z afrykanska piesniarka. Slowo na niedziele od Briana Molko. 2 Piotrki i rozlane wino.
Kim by sie nie stala ta mloda dziewczyna?
2005/07/02
"Pisanie to latanie we snie.
Kiedy je sobie przypomnisz. Kiedy to potrafisz. Kiedy sie udaje.
To takie latwe."
Hi, Neil!