Zawsze chcialam miec profesjonalnego zegarmistrza swiatla. Takiego, co wyleczy wszystkie mechanizmy, ale nigdy nie wymieni Ci oleju... Niedawno spotkalam jednego takiego. Ale on caly czas pod skoora ma zegar atomowy, a to denerwujace patrzyc jak nigdy nie zmierza sie z jego ruchem. I w tej swojej ciasnej pakamerze (w tej wiezy socjalizmu, obok malutkiej ksiegarenki) na honorowym miejscu stawia piekny Atlas Swiata (taki z Tysiacem Map i szlakami tluszczu na kartach). Dal go sobie oblozyc w taki smieszny kolorowy papier, zeby nigdy sie nie zniszczyl. Ale nigdy tez nie dal sie zabrac za zadna granice... Kiedys chcialam upiec mu kruche ciasteczka, ale moja dusza nie mogla zmiescic sie do jego kuchni... Mysle, ze strop jest stanowczo za niski...