Dokad siega mostek?? Tajemna droga do piekla, mam nadzieje. Bo ja tu nie zamierzam lezec i zdychac. Na rozklekotanej wersalce, pod brudnym przescieradlem. Na dodatek jest duszno. I kosci chca sie wydostac przez skoore. I wypelzac przez gardlo. Gdyby tak nie bolalo moznaby troche porysowac. Na przyklad schody jakies. A tu kregoslup przedziera sie przez plecy... Szare schody bez poreczy. A z nich wyrasta roozowy kwiat. Juz to widze. Z boku na bok, z plecoow na brzuch. Z poduszka przywarta do torsu. To musi przeciez kiedys, kurwa, przejsc. Jakos przeciez. Musi byc jakis koniec, no nie? Jak nie pieklo to moze jakies zycie chociaz. I pedzle.