Stoisko alkoholowe. Jak zwykle spedzamy tam godzine. Dona mruga do faceta na woozku widlowym. Gruby Ed zaciaga sie wonia nowych addidasoow. Wino wytrawne idealne do refleksji nad sensem zycia. I wino, i sens zycia najlepiej podwac w temperaturze pokojowej. "Po co mi sens zycia skoro mamy niskie stopy procentowe??" Gruby Ed opiera sie o regal. Dona rozpoczyna ofensywe. Ja w zielonym swetrze z metka na grzbiecie nie rozstane sie zbyt szybko. "Tokaj" Dona rzuca przez ramie. Regal Europa Poludniowo- Wschodnia. Nie mam zamieru oddawac swetra. Wybitnie ladnie mi w zielonym. Gruby Ed rozpoczyna wywood na temat udzialu podatkoow w cenie paliwa. Ja juz jestem przy martini. Dona maszeruje w kierunku sterty palet. Daje nam znaki, zeby nie czekac. Ed jeszcze raz wdycha zapach skoory i gumy. Chinczycy znowu odwalili kawal dobrej roboty. Kupuje sweter i kupuje cos z Chile. Poddajemy sie trendom bez walki. Ed dorzuca jeszcze piersioowke na nieszczesliwa milosc Dony. Mowie, ze przeciez tym razem moze sie udac. Ale to on ma karte, on tu rzadzi.