Pamieta stado wron na bialym polu. Pamieta jego czerwony nos i dziurawe rekawice. Teraz lezy na marmurowej posadzce w zielonej halce. Zatkala sobie usta korkiem od szampana. Zaslonila oczy. Styropianem zapchala uszy i nos. Zwinela dlonie w piesci. Czeka. Niech rozpacz nie ulatuje. Nigdy. A przyjda czyjes rece i ja ulecza.