Oto jak ja widzisz. Musiala sciagnac ci okulary z nosa i wsadzic glowe w lustro. Za duzy nos, za plytka dusza. Jej nooz tnie tuz przy skoorze, jej glos utyka w plastikowym kubku. Wez ja na zakupy, nakarm winem, watle ramiona otul szalem, traf w nia rzutkiem. Ma zielone kalosze, ktoore uwielbiasz. Ma twoje tajemnice schowane. Mozesz widziec ja w kolorze, idzie wiosna.