Znowu poszlismy nad rzeke. Ja przeintelektualizowana, Ty znowu splukany. Papierosy w twarze i tak maszegujemy pomiedzy rzeka a jej korytem. Czyli pod woda brazowa. Zacmienia nie ma, kawy nie ma, sensu nie ma. Mozemy sie dzis wyjatkowo trzymac za rece. Facet, ktoory traktowal koty wrzatkiem zawinal sie tej zimy. Mozemy za to wypic. Ale Ty wolalbys za to, ze zaczela krwawic, ja bym wolala za nowe buty. Tak wiec bez picia i bez zacmienia. Spotkamy sie za rok moze. Kiedy jusz bedzie albo lepiej, albo gorzej. Generalnie to szkoda, ze nawet sweter to mi wyszedl za duzy.