Kiedy zaplecie wlosy, kiedy posprzata pokooj, kiedy wrooci i kiedy wreszcie zdola Cie dotknac bedzie juz zimno. Bedzie bialo, bedzie skrzypiec, a ona nie bedzie miala czym ogrzac waszego domu. Moze jednak lepiej, zebys dzisiaj upiekl jablka.
Myslal, ze bedzie kruszyl chleb. Myslal, ze go nakarmi. Ze jego wielkie dlonie go ogrzeja. A tu szary prochowiec sie nawet pod nim nie ugial. Kolejny raz wzial nogi za pas. Tlusty skurwiel.
To musialo byc tego dnia, gdy splonal ci kot. Albo, gdy usnelam z lizakiem w gebie. Wtedy odkrylam, ze cie nie ma. Ze mi ktos cie wyskrobal zyletka. Albo niepotrzebnie tak szeroko otwieralam okna.