na dywanie leza sledzie. ich obslizgle pletwy wierzgaja po materii. ze srebnego wiadra dolewam im wody. dopooki pyszczki sie ruszaja dolewam im wody. i chlupie mi w kaloszach, i dolewam wody. a za oknem slonce znowu zachodzi. i roozowe niebo. i w starym pamietniku napisalam kiedys, ze cie kochac nie przestane. musialam SIE chyba nie znac wcale.