Juz druga noc z fajerwerkami i bez przescieradla. Zamiast tranwajoow straze pozarne tocza sie nasza ulica. A ja wciaz utytlana tak w ziemi chodze. Wciaz zakopuje wszystkie skarby w ogrodzie. Jak stary pies wysluzony. I siersc wygryziona, i ciezkie kosci. I jaka ona jest piekna, ta twoja zlosc tak wielka. Gdy tak wybucha i nas rozwala. I wszystko nia wtedy pachnie. I koper w kuchni, i brudne stopy.