to sie przeciez nie moglo zdarzyc. nie moglismy tak po prostu umrzec. nie tutaj. moze na poludniu, gdzie nikt nie moowi po francusku. gdzie ludzie za braci maja strzelby i nawet do lasu z nimi nie chodza. nie teraz. wieczorem mielismy isc na koncert, a potem deflorowac dziewczyny na zapleczu. nie mozemy przeciez tak po prostu odejsc. tak jakby ktos wyrwal nam z rak kolejne kadry i uciekl.