Wciaz na grejfrutowym haju. Bijemy piane pod sam sufit i pachniemy latem.
Na balkonie sciana bzyczacych owadoow. On wbija gwozdzie w sciane. Zapylenie, zaplodnienie i nadgarstki znowu sine.
Trawa zoolta, szara i zielona. Pieprzonej trawy na dwa metry. I niebo zakurzone. On oglada chmury, a ja wskakuje pod ziemie, bo moge.
Pod moim lodowcem znalazl kiedys nagie ciala. Kiedy pomachal mi czerwona rekawica Boog uswiecil mooj gniew, zoolc i zawisc. I skonczylem sie.