Pod sniegiem ich nie ma, pod bita smietana ich nie ma. Pewnie znowu weszli w ta brame, Grodzka ulica, kamienica wysoka niczym studnia i schody, i On moowi, ze kiedys sie skonczy ta zima i ze nie beda zamarzac jej palce, i Ona pcha mu znoow rece w wytarte spodnie, i Ona moowi, ze bedzie wojna. Pod sniegiem ich nie ma, pod bita smietana ich nie ma. Nie widzialam nigdy Twoich brwi z bliska, ani z daleka. A oddalam Ci moje mysli i moja flote. Nie ma nic za darmo, podrap mnie w antynikotynowy plaster na karku. Pod sniegiem ich nie ma, pod bita smietana ich nie ma. Mojej lopatki tez nie ma.