Pojasnialo niebo i zaczal deszcz padac, i bylo mi cieplo pod Twoja pacha lewa. Powiedziales, ze zatrzymamy sie w tej chwili, nie bedziemy glosowac w przyszlych wyborach, ani trzezwiec do przyszlej niedzieli. Ale przyszli Rosjanie i zaczeli wybijac szyby kamieniami i niszczyc znaki drogowe. (Oni chyba tez nie jedza sniadan i nie pija zielonej herbaty, powiedzialam.) Stalismy na chodniku, pod starym parasolem Twojego ojca. Przypominales sobie jak rozbiles jego samochood zeszlej wiosny i jak kopales dwooch imigrantoow jesienia. Nie zatrzymalismy sie w zadnej chwili, nawet Rosjanie nas omineli.