Juz przywyklam do Twoich sloow, malych liter i braku wykrzyknikoow. Prawie tak jak do wstydu, zbyt luznych w lydkach kozakoow i plam potu na bialej koszulce. Do czerwonych stoop wciaz przyzwyczaic sie nie moge i do ich komisyjnego zagladania do kobiecych lon. Ale idzie mi coraz lepiej, coraz dalej sama chodze.
Matko Boska na Niebiesko, pozwool mu czasem siegac dalej niz za roog i niz do lodoowki czasem dalej. Chociaz reke ma za krootka i miesnie raczej watle. Pomooz roozaniec roozany odnalesc, chocby nawet byl daleko. I trzebaby spakowac plecak i dziurawa karimate, i buty do wysokogoorskiej wspinaczki. I na kolanach po marmurze sie przeczolgac, i dusze z tlustych palcoow wyczyscic.