Dante przeciagnal sie na wersalce. Od tygodnia nie ogladal telewizji. Czasem zdarzalo mu sie wspoolczuc glodujacej Afryce, ofiarom powodzi i trzesien ziemi, samotnym matkom i starym, zuzytym menelom, ale nie ze wzgledu na podniosly ton i tragedie. Zawsze bez wyjatku zal mu bylo wszystkich ludzi nie posiadajacych telewizora. A teraz on sam siedzi na wersalce i gapi sie w przeciwlegla sciane. Chujowa bialosc. Telewizor zginal przed tygodniem. Ona tak sobie po prostu wstala i kopnela w kineskop. Zawsze lubila dramaty, ale to on teraz gapi sie w biala sciane i nie ma do kogo geby otworzyc. Bo wiadomo, nie ma telewizora, nie ma Slonia. Dante przeciaga sie po raz drugi. Ma dwa wyjscia: wyjsc na powietrze, badz zapic sie na wersalce. Mooglby tez do niej zadzwonic, ale tego na pewno nie zrobi. Zdecydowanie wolalby telewizor. Albo papierosy.