Odwrooocilam sie i zaczelam isc. Po prostu. Noga za noga, krok za krokiem, z deszczem parujacym pod stopami. Tak po prostu szlam. Bez odwracania sie za siebie, szlam. Bo czasem trzeba isc, tak przed siebie zupelnie i zupelnie sie nie odwracac. Czasem mozna zgarbic plecy, czasem mozna zapomniec wody i butoow nawet mozna zapomniec, ale nie mozna sie odwroocic. Nawet na krootka chwile, nawet na jeden moment. Tak po prostu.