2007/09/12
Wciaz nie dzwigam drewnianych mlotkoow malych chlopcoow. Pamietam zielona wykladzine, wcale tak wiele sie nie zmienilo.
W lipcu stanu wojennego urzadzili im wesele. Duszno i zapach bigosu unoszacy sie w powietrzu. Panna mloda krwawila caly poranek, caly wieczoor zbierala sie z podlogi lazienki.
Woni trampek sie nie zapomina. Nie zapomina sie sloow i widoku opadajacego recznika. Miala slodkie usta, tyle pamietam.