Nieraz wychodzil z ciala. Pewnego razu byl nawet na Bora Bora. Z opiatami i roozowym dresem w reklamoowce. Ostatnio czesto chadzal na spacery. Zostawial bura skoore i nerki, i watrobe, bral psa na smycz i papierosy w kieszen, i spacerowal. Czesto parkiem, czesto noca. Raz scigal sie z tramwajem, kilka razy przegral stale zeby, czasem, dla kaprysu, obciagal panom na dworcu. Kiedy umarla jego matka wyszedl z ciala na dluzej. Spakowal walizki i prawie sie wyprowadzil. Chociaz prawie jej nie znal i laczyl ich wlasciwie tylko pieprzyk na udzie.